Nowy wymiar – część I

20 czerwca 2021

Agata spojrzała wieczorem na wiszący w pokoju kalendarz ze zdjęciami koni, do których od dziecka czuła wielki sentyment, i uświadomiła sobie, że właśnie dwa lata temu, 17 czerwca, rozpoczęła pracę w nowej firmie. Po trzech rozmowach z Szefem – tak zawsze nazywała właściciela małej, dynamicznej firmy, została przyjęta do zespołu, który był niewiele większy od rodziny. Szef podpisał wtedy umowę z partnerem w Niemczech na dostawy produktów i potrzebował kilku nowych pracowników. I to właśnie oni – Dominik, Majka, Michał i ona, Agata, pierwszy raz spotkali się w nowym miejscu pracy. Nie znali się wcześniej, każde z nich miało wcześniej swoje towarzystwo, swoje burzliwe życie. Dość nagle naszła ją myśl, że tak dla niej, jak i dla pozostałej trójki, był to dzień, który stał się początkiem wielu ciekawych zdarzeń. Zdawała sobie sprawę, że minione dwa lata, w sumie przecież to krótki okres, jednak dużo zmieniły w jej życiu, także w  życiu całej czwórki. Mówili o sobie „czwórka do brydża”. To ojciec Szefa tak ich kiedyś nazwał. Powiedział, że jak nie będzie pracy, to jest „czwórka do brydża”.  Trafił akurat jak kulą w płot. Przez te dwa lata nie było chwili, aby mogli grać w brydża. Zawsze były obowiązki. Nawet gdyby był czas, to i tak nie potrafili by grać, bowiem nic o tej staroświeckiej grze nie wiedzieli. Ich kształtowała epoka Wiedźmina, o którym z kolei ojciec Szefa  nie miał bladego pojęcia. Agata kładła się do łóżka z nastawieniem, że następnego dnia porozmawia z pozostałymi o zaproszeniu Szefa na kawę, może na obiad, w czasie którego podziękują za te dwa lata współpracy. Taki to temat, może nieświadomie, zadała swojemu mózgowi do nocnej pracy. Słyszała kiedyś, że mózg jest jak młyn – może nocą mleć plewy, ale może też mleć ziarno. I właśnie wsypała do zbiornika worek ziarna. A młyn pracował przez noc, z dobrym efektem. Obudziła się rano z  ogromną energią, z tysiącami pomysłów, jak zorganizować spotkanie ich czwórki z Szefem, o czym rozmawiać, jak wyrazić swoje emocje. Była przekonana, że  i pozostali przyjdą do pracy z podobnym nastawieniem, że zauważyli, że to już dwa lata pracują razem. Kiedy rano, z uśmiechem i energią, dzieliła się swoim pomysłem, z rozczarowaniem zobaczyła, że nikt nie podziela jej entuzjazmu. Tak, dwa lata, ale co z tego? Szef nam płaci, zgoda, nawet  nieźle, ale my pracujemy, wydajnie, rozwijamy firmę, zwiększamy obroty. Może to Szef powinien nam podziękować za te dwa lata efektywnej pracy, zaangażowania? Taki jest model w gospodarce – właściciel ma swoje efekty i pracownik też ma swoje korzyści. O czym tu rozmawiać? Razem idziemy wspólną drogą a każdy ma swoją własną ścieżkę. Ot, cała filozofia, skomentował wszsytko Dominik.

Agata jednak nie dała za wygraną. Zorientowała się, że  w pracy, w czasie wykonywania obowiązków, nie ma warunków do spokojnych, pogłębionych rozmów. Przypomniała sobie z młodości, jak sąsiad, który naprawiał popołudniami rowery, często mówił – „co nagle, to po diable”. Zapamiętała jedynie to „nagle”, ignorując czarnego satyra z ogonem, widłami i rogami. Rzeczywiście, to powinna być rozmowa w ciszy, skupieniu, a nie między jednym a drugim telefonem.

Zapraszam was w sobotę na imprezkę, zaproponowała Agata. W tym ogródku, obok mnie, w tej nowej, utworzonej przy wsparciu funduszy unijnych, knajpce.  Dobrze, ja mogę przyjść na „imprezkę” – prześmiewczo powiedział Dominik. Od razu złapała ironię i złośliwość. Wiedzieli, że Szef nie używa zdrobnień.  Sami to zauważyli. Obojętnie co paplali klienci, to Szef zawsze mówił – „pieniądze” albo „faktura”. Nigdy inaczej. Nawet kiedy oni, w rozmowie z Szefem zdrabniali, to w odpowiedzi nigdy nie było zdrobnienia. Z czasem i oni zaczęli zmieniać sposób komunikacji. Kiedyś Michał nawet powiedział, że koledzy z jego  towarzystwa zauważyli, że używa nie tylko innej formy, ale także zmienił słownictwo. Nawet ktoś zapytał wprost, czy się zapisał do jakiejś sekty, bo tak rzadko używa „normalnego” języka. A ten normalny język to przede wszystkim wulgaryzmy. Szczególnie dwa dominujące słowa, używane niemal w każdym zdaniu. Kiedyś nie widział w tym nic złego, jednak teraz czuł niekiedy zażenowanie, kiedy rozmawiał ze swoimi znajomymi.

Agata nawet była zaskoczona, że także Majka i Michał przyjdą w sobotę. Na pewno mieli swoje plany, jednak uznali, że mogą, a może nawet chcą, je zmienić. Oto także jedna z tych form, która się zmieniła. Na początku pracy z Szefem, dominowało słowo „muszę”. Na jednym z tych zabawnych szkoleń, jakiś entuzjasta uczciwego podejścia do siebie oraz do  innych przekonywał, aby mówić „chcę”, ilekroć chce się powiedzieć „muszę”. Złapali to zdanie i od tamtego czasu mówili w swoim gronie, z nieukrywaną ironią – chcę dzisiaj wysłać te produkty, chcę to zapakować, chcę zatelefonować do klienta, bawiąc się tym stylem znakomicie. Majka nawet kiedyś powiedziała do swojego partnera, że chce on  iść do pracy w sobotę.  Powiedział jej, że musi iść do pracy, a ona, pamiętając podejście tego śmiesznego trenera, skorygowała jego słowa. Powiedziała, że przecież chce iść do pracy, skoro nie pójdzie  z nią do kina. Obróciła to w żart, bowiem chłopak stanął jak słup soli i nie wiedział, jak zareagować.

Dobrze, znakomicie, powiedziała Agata. A zatem sobota, około 18, w umówionym miejscu.

I rzeczywiście, w sobotę, o 18 wszyscy się pojawili. Dwa lata temu się nie znali, jednak gdyby wtedy  mieli się  spotkać, to pewnie nikt by nie przyszedł punktualnie. O, chociażby to się w nas zmieniło, pomyślała.  Szacunek dla innych, dotrzymanie danego słowa. Takie niby drobiazgi, a jednak porządkowały życie, wartości. Nigdy Szef nie mówił o punktualności. Kiedy przyjmował Agatę do pracy powiedział, że zaczynają o 8. W poniedziałek o 8. I na zawsze zapamiętała – zaczynamy o 8. Wcześniej, bywało w jej życiu różnie. Nawet w dni, kiedy szła do szkoły, notorycznie się spóźniała. Całe jej towarzystwo tak się zachowywało.  Często wagarowali. Byli przekonani, że szkoła jest nudna, ze to starta czasu. Nikt przecież nie lubi strat. A czas na wagarach to wygłupy, kawały, zdjęcia, filmiki, rozmowy o koleżankach – plotkarach. To też czas palenia bez ograniczeń, drinków narzekania na podejmowane, dorywcze prace, aby mieć trochę własnej kasy.

Agata przygotowywała się do spotkania, a jednak, kiedy ich zobaczyła, kiedy usiedli przy zacienionym stoliku, ustawionym pod ogromną lipą, daleko od innych stolików, nie wiedziała, od czego zacząć. Zarezerwowała ten właśnie stolik, aby były warunki do spokojnej rozmowy.

Ucieszyło ją, kiedy Dominik wyręczył ją w roli inicjującego rozmowę. Dobrze, powiedział, to ja się tak żachnąłem, kiedy kilka dni temu wspominałaś o tych dwóch latach. Zdaję sobie sprawę z mojej porywczości i emocjonalności. Przemyślałem sobie, na spokojnie, wiele spraw.  Myślę, że sprawa jest warta rozmowy. Naszej rozmowy. Byłem niesprawiedliwy – tak to teraz zobaczyłem. Owszem, „świadczyłem  pracę”, jak mówią  analitycy – co to za zawód? Analityk –  ironizował Dominik. Jednak, kiedy wspomniałaś  o zaangażowaniu Szefa w budowanie tej firmy, naszego zespołu, i ja zobaczyłem te dwa lata w nieco innym świetle. „Punkt siedzenia zmienia punkt widzenia” – skomentował to Michał, nie wiedząc dokładnie, co chciał przez to powiedzieć. Zażartował zatem, że siedzi naprzeciw Majki a to zmienia jego perspektywę. Byłoby fatalnie, gdybym patrzył na nieogolonego Dominika.  Ja przynamniej teraz golę się codziennie. Ironia nadal trzymała ich w swoich okowach. Jednak i ja, kontynuował Michał, też inaczej spojrzałem na ten czas naszej dwuletniej przygody. Agata, powiedział, dobrze, że zaproponowałaś spotkanie z Szefem. To dobry pomysł. Jestem za jego realizacją. Mam jednak mętlik w głowie. Nie wiem, jak rozmawiać z Szefem na takim spotkaniu.  Myślę, że powinniśmy w spokoju porozmawiać, przygotowując jakiś plan spotkania, rozmowy. Jak znam życie, powiedział Dominik, to i tak trzeba będzie improwizować. Widziałem to na wielu filmach – żaden plan sztabowców nie wytrzymał konfrontacji z polem walki. Zawsze jakiś porucznik ratował sytuację. Agata, ty będziesz porucznikiem, dobrze? Sama to wywołałaś.

Sytuacja się nieco skomplikowała, zaczęła Majka. Wczoraj po południu, zaniosłam Szefowi dokumenty na poniedziałek. Wszystko przygotowane do wysyłki. Jak zawsze podziękował. Położył je na biurku, aby spojrzeć na wszystko jeszcze w poniedziałek rano. Zawsze to robił i czułam się bezpieczna wiedząc, że Szef to jeszcze sprawdzi. Wstał z za biurka, wyciągnął rękę na pożegnanie z pełnym życzliwości uśmiechem. Żegnając się ze mną i życząc mi dobrego weekendu powiedział, że właśnie minęły dwa lata, odkąd nasza czwórka rozpoczęła pracę. To dobry czas, aby zaprosić nas na obiad, na spokojne spotkanie, dla uczczenia tego drobnego jubileuszu. W poniedziałek rano zaproponuje nam kilka terminów, abyśmy wszyscy mogli się zobaczyć i porozmawiać. Będzie tak, Dominiku,  jak mówiłeś, że to może Szef powinien nas zaprosić, aby nam podziękować. I to nam zaproponuje w poniedziałek. Ach ta inwigilacja, powiedział Dominik. Podsłuchują nasze rozmowy a my nic o tym nie wiemy – Dominik próbował wszystko obrócić w żart.  Jednak nikt nawet się nie uśmiechnął. Nie zauważyli, zajęci rozmową, że nadeszła ciemna chmura. Siedzieli w cieniu lipy i nie dostrzegli zmiany pogody. Błyskawicznie  sytuacja się zmieniła. Siła wiatru, i to nagle, poderwała wszystkie, rozstawione w ogródku parasole. Krajobraz taki, jak w  wierszu Mickiewicza – Reduta Ordona. Blask, dym, chwila ciszy, i huk jak sto gromów. Może nie dym, ale piasek, śmieci, błyskawice i huk piorunów. Ktoś kula beczki z piwem, chciał powiedzieć Dominik, ale ugryzł się w język. Lunęło. Wstali z miejsc. Pobiegli do wypełnionej już innymi klientami sali restauracyjnej. Przemoczyło ich, jakby wpadli do basenu z wodą. Wyglądali, jak cztery nieszczęścia przy stoliku  brydżowym, bez kart. Nic nie zapowiadało tej nawałnicy, nic też nie zapowiadało zaproszenia od Szefa, które mieli usłyszeć w poniedziałek.  Majka zachowała spokój umysłu. Może  z tego powodu, że już od kilku godzin znała inicjatywę Szefa.  Spotkamy się tutaj jutro, może wcześniej, o 16. Przyjdziemy z własnymi pomysłami. Moim zdaniem, w poniedziałek rano powinniśmy przyjść do pracy na 7.45. Szef, jak zwykle, będzie już od 7. Wejdziemy do niego razem, przed pracą i to my  zaprosimy go na spotkanie. Ja to uczynię w naszym  imieniu, w waszej obecności,  powiedziała Majka, bowiem to ja usłyszałam o planowanej przez Szefa propozycji. Myślę, że ja powinnam to powiedzieć a zarazem odwołać się do naszej, wcześniejszej decyzji o zaproszeniu. Wypada, aby nasza inicjatywa także pojawiła się w poniedziałek. I to jako pierwsza. Cała czwórka się wyprostowała. Pełni energii, podali sobie ręce na pożegnanie wiedząc, że jutro spotkają się ponownie i porozmawiają o tym, co  i jak powiedzieć Szefowi na spotkaniu, na które oni go zaproszą. A zatem jutro sztab będzie pracował nad planem rozmowy z Szefem.