Itaka – na zachód od Troi

16 sierpnia 2026

Zagadka paranormalności
Z dużymi obawami wybrałem się na film Odyseja, aby nie doznać rozdźwięku między dotychczasowymi wyobrażeniami na temat Odyseusza, jego charakteru, stworzonego przez Homera, opisywanym sprycie króla Itaki, przebiegłości, racjonalności, zdolności argumentowania a obrazem, który wyreżyserował ktoś znacznie ode mnie młodszy, żyjący w kulturze Hollywood, mający własne doświadczenia i cele, także biznesowe. Mam szczególny sentyment do Grecji i wielokrotnie się trudziłem z racjonalizowaniem myśli, że znam ten kraj, jego klimat, oliwki, krajobrazy, jakbym tam kiedyś żył. Brzmi to nad wyraz dramatycznie w czasie, kiedy w Polsce trwają prace nad uregulowaniem sfery, związanej z poradami zdrowotnymi, działaniami osób, stosujących wiedzę daleką od naukowej (tzw. Lex Szarlatan). Myślę, że wiele osób ma niekiedy wrażenie, że coś się powtarza, że kiedyś się zdarzyło. Bywają osoby przekonane o słuszności teorii reinkarnacji i nie wiadomo, skąd czerpią takie przekonania. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że kiedy w listopadzie 1981 roku pierwszy raz wylądowałem w Atenach i wyszedłem poza halę przylotów, byłem wewnętrznie przekonany, że znam ten klimat, powietrze, zapach, krajobraz. Nawet Grecy dziwili się, że od razu smakowały mi oliwki, że codziennie je spożywałem. Być może był to podświadomy efekt nauki w klasie z językiem łacińskim, którą świadomie wybrałem w liceum. Lubiłem i nadal lubię ten język, urzekły mnie przysłowia (proverbia), czytanie heksametrem – Gallia est omnis divisa in partes tres…. Pani Profesor, Irena Kopczyńska, czarowała nas na lekcjach historii opowieściami o wojnach, o Sparcie, Leonidasie, Temistoklesie, o Aleksandrze Macedońskim, o wojnie trojańskiej, o Odyseuszu, zaszczepiając we mnie trwałe zainteresowanie kulturą antyczną. Czytałem wówczas, co tylko mogłem, z mitów greckich. A z czasem oglądałem filmy o wojnie trojańskiej. I oto po latach mam się zmierzyć z kolejną wersją – już nie wojny trojańskiej a przygód Odyseusza. Do niego, władcy, króla Itaki, dowódcy, negocjatora z Achillesem, Agamemnonem, wodza w tej wojnie, odwoływałem się wielokrotnie, pisząc o przywództwie w biznesie oraz prowadząc wykłady z tego zakresu, także na studiach MBA.
Z tego pobytu, w 1981 roku, także dalszych wizyt na wyspach greckich, mam w pamięci ogromny dysonans między moimi wyobrażeniami o kulturze Grecji a bałaganem, zachowaniami Greków w codziennym życiu. Nie mogłem uwierzyć, że ten wyjątkowy naród, potrafi tak śmiecić. W samych Atenach, na obrzeżach, w rowach przy drogach, było pełno śmieci, sprzętu „AGD”, papierów, butelek, puszek. Zamarłem kiedyś, stając na czerwonym świetle, kiedy kierowca sąsiedniego samochodu otworzył okno i wysypał na ulicę zawartość popielniczki ze swojego auta. Nie zapomnę też odruchu, na którym się przyłapałem. Otóż byłem na całodziennej, samotnej wycieczce pieszej z Maratonu do Aten. Miałem ze sobą butelki z wodą i kiedy jedna z nich była pusta, przyłapałem się na chęci wyrzucenia jej do rowu, pełnego innych śmieci. Teraz, po latach, wiem, że jest to pułapka automatycznego dostosowywania się do innych (jedna z pułapek opisywanych przez psychologów). Uważność powinna nam towarzyszyć każdego dnia.
Piękno Grecji i brzydota wojny
Grecja jest dla mnie wizytówką uroków krajobrazu, gajów oliwnych, swego rodzaju tajemnic Morza Śródziemnego, diety śródziemnomorskiej, świata bogów zasiadających na Olimpie. Jest też kolebką humanizmu, filozofii, demokracji, edukacji akademickiej (obraz Szkoła Ateńska Rafaela Santi), ojczyzną Fidiasza i tysięcy innych, utalentowanych rzeźbiarzy. Od Aten, Akropolu, po Olimpię, także wyspy greckie, tak liczne na morzu Egejskim, wszędzie są piękne rzeźby, ruiny świątyń (Posejdona w Sounion), kolumny (jedna z podpisem Byrona), przestrzenie eksperymentów Hipokratesa na wyspie Kos. Piękne są także wyspy greckie, z ich rzeźbą terenu, zabudowaniami, wulkanami (Nissiros, Santorini), zatokami, wzniesieniami, źródłami. Taka też jest Itaka, jedna z najmniejszych wysp na Morzu Jońskim, znacznie dalej położona niż Sparta czy Mykeny (wschodnie wybrzeże Peloponezu). Na tym tle mam dwie refleksje. Pierwsza to przygody Odyseusza, które prawdopodobnie miały miejsce na Morzu Jońskim, co uzasadnia, że wojska Agamemnona i Menelaosa dotarły do swoich ojczyzn wcześniej. A druga to bardzo skąpe widoki z Itaki, jako krainy należącej do starożytnej Grecji, jej piękna, uroku. Tego mi bardzo brakowało na filmie, zdominowanym przez walki, szczęk zbroi, potworny hałas, zgiełk bitewny. W tym hałasie trudno mi było odbierać muzykę. Po powrocie do domu, znalazłem na YouTube ścieżkę z muzyką z „Odysei” i w spokoju jej wysłuchałem – z przyjemnością, radością – jest piękna. Pewnie Itaka o wiele bardziej by kusiła widzów do jej odwiedzenia, gdyby na filmie zostało pokazane jej naturalne piękno. To oczywiście moja opinia. Sądzę, że osobom młodym obrazy pokazane na filmie były bliskie, logiczne – jak wojna to musi być krew, przemoc, śmierć, zniszczenie. Jednak to jest dalekie, w moim przekonaniu, od cech Odyseusza jako wodza. On rozmawiał, był kreatywny, sprytny, znakomicie argumentował, natomiast nie miał buty Achillesa czy siły Spartan. Itaka jest niewielka w stosunku do Peloponezu i jego siły militarnej w tamtych czasach. Być może to kwestia mego wieku, jednak nie widzę sensu pokazywania okropieństw wojny zwłaszcza w sytuacji, kiedy toczy się dramatyczna wojna w Ukrainie czy na Biskim Wschodzie. Byłbym za zmianą tych proporcji – mniej krwi a więcej refleksji, logiki w przekazie, wrażliwości ludzi XXI wieku. Jestem też bardzo krytyczny wobec początkowej sceny, kiedy Trojanie debatują, na ile powinni zabrać z wybrzeża konia i ustawić go wewnątrz miasta, jako votum dla Ateny. Otóż konie są piękne, kiedy stoją, biegają, natomiast wyglądają bardzo dramatycznie, kiedy są martwe. A w tym przypadku, wciągano konia na plecach, z pękatym brzuchem na wierzchu, z nogami zadartymi ku niebu. Pewnie to kwestia mego wieku oraz filmów emitowanych z czasów II wojny światowej, kiedy na ulicach było dużo martwych koni. Był to dla mnie widok tragiczny, dramatyczne przeżycie. Może też dlatego, że miałem w głowie obraz konia trojańskiego z innych, wcześniejszych filmów, kiedy pięknie się prezentował stojąc na nogach.
Zdumiewające była dla mnie scena z wiernym Odysowi psem, Argos. Czekał 20 lat na powrót swego pana. A ten, nawet się nie zatrzymał, kiedy go zobaczył w agonii, na wysypisku. Od niechcenia powiedział, aby ktoś go zakopał na klifie. To był jego pies i to on by osobiście go pogrzebał – tak ja postrzegam Odyseusza na podstawie lektury książki Homera, moich wartości i wyobrażeń – być może fikcyjnych. Wrażliwość młodego pokolenia jest imponująca. To dwa lata temu pokolenie Milenialsów zdecydowanie skrytykowało poglądy prof. J. Bralczyka, który odmówił publicznie prawa do słowa „umieranie” w odniesieniu do psów i kotów. Być może moja nadwrażliwość wynika z tego, że w najstarszych książkach poświęconych bartnictwu, pszczoły zawsze umierały. I to bardzo mi się podobało wtedy i podoba nadal.
Utrwalanie stereotypów, ograniczona logika
W świecie coraz bardziej zdominowanym przez media społecznościowe, AI, fałszywe informacje, teorie spiskowe, słusznie podkreśla się ćwiczenie siebie oraz innych w krytycznym myśleniu. Być może, jako długo funkcjonujący nauczyciel akademicki, jestem przeczulony na gruncie wyłapywania braku logiki czy powielania stereotypów. Nieobecność Odyseusza trwała 20 lat i na filmie pokazano, jak się on zmienia fizycznie. Było to wiarygodne, rzeczywiste. Natomiast, jako widz, odniosłem wrażenie, że Penelopa wyglądała nawet nieco starzej na początku filmu niż na jego końcu, czyli po upływie 20 lat. Dlaczego? Przecież w interesie zalotników było zdobycie władzy nad Itaką a nie ubieganie się o rękę dojrzałej kobiety. Rozmnażanie jest postrzegane jako najważniejszy cel życia ludzi, co m.in. przekłada się na zainteresowanie dojrzałych mężczyzn (45 plus) młodszymi partnerkami (23 lata). Menelaos także wygląda na filmie, jakby był synem a nie rówieśnikiem Odyseusza. W pozostawionym na brzegu koniu (trojańskim), mogła się ukryć garstka wojowników, zatem nielogiczne jest, jak wielu ich było w Troi, zanim otworzono od środka bramy do miasta. Jest mało prawdopodobne, aby cyniczna Helena zdobyła się na słowa przeprosin za rozpoczęcie całej awantury. Mało spójne z podkreślaną miłością do Penelopy, samooceną Odyseusza, było przebranie się za żebraka, aby upewnić się, że nie spotka go po powrocie los Agamemnona, czyli że nie zostanie skrycie zamordowany. Trudno też zaakceptować pokazane na filmie zachowanie Odyseusza, kiedy był przywiązany do masztu i słuchał śpiewu syren. Moja wyobraźnia podpowiadała, że był to wyjątkowy koncert, z piękną muzyką, głosami, budującymi najwyższy poziom zachwytu. Tak bym to chciał zobaczyć na filmie – ciepło, piękno, rodzaj anielskiego zachwytu na twarzy Matt’a Damon’a a nie okropne grymasy. I jeszcze jedna kwestia. Nawiążę do jednej z reklam, którą kiedyś widziałem w USA. Producent jakiegoś specyfiku informował – „jak idziesz na przyjęcie, to możesz się tam nażreć jak świnia, tylko pamiętaj, aby wcześniej, w domu, zażyć nasz lek”. Dlaczego tak mówimy o świniach – to są zwierzęta, odżywiające się w lasach tak samo jak żubry czy jelenie. Na filmie przesadzono – moim zdaniem – i to bardzo, ze scenami na wyspie Ajaja, kiedy Kirke nakarmiła załogę. Nie mogłem patrzeć na sceny, okropne sceny, kiedy wojownicy spożywali posiłek (nie lubię tego słowa, jednak tutaj termin ”żarli” może być odpowiedni). Często widzę za płotem dzikie świnie, które mają normalne sylwetki, jedzą tyle ile potrzebują, jedzą z apetytem, starannie szukają w ściółce leśnej swoich przysmaków.
Inny stereotyp wiąże się z postrzeganiem zachowań kobiet i mężczyzn z perspektywy roli, praw, jakie są przypisywane w związkach małżeńskich, partnerskich. W XXI wieku zmienia się podejście w biznesie, także w życiu społecznym, w zakresie praw mężczyzn i kobiet. Poziom płac, pełnienie funkcji przywódczych, prawo do urlopów macierzyńskich – to wszystko zmienia się w dość szybkim tempie. Natomiast Penelopa ma być wzorem wierności, oddania, pielęgnowania ogniska domowego, nawet w sytuacji, kiedy króla nie ma przez 20 lat. W tym czasie Odyseusz płodzi syna z Kirke na wyspie Ajaja, gdzie przebywa rok oraz bliźnięta z nimfą Kalipso na wyspie Ogygia, gdzie przebywa 7 lat (ładne nazwy wysp – to na marginesie).
Kto ci to zrobił? – Nikt!
Odyseusz musiał sobie radzić z wieloma przeciwnościami losu a wartością dla mnie była finezja w jego zachowaniach, rozumowaniu, przewidywaniu. Podobała mi się scena, kiedy zatrzymał swoich towarzyszy przed zabiciem pojedynczej owcy mówiąc, że doprowadzi ich do stada. I rzeczywiście doprowadziła. Okazało się jednak, że trafili do jaskini zamieszkałej przez cyklopa Polifema. Trudno powiedzieć, jak mogli wyglądać cyklopi, jednak jako dzieci Posejdona nie powinni być tak okropni, jak pokazano to na filmie. Ta postać była odrażająca. Szkoda. Natomiast żałuję, że nie poruszono wątku, jak się przedstawił Odyseusz, kiedy cyklop go złapał w jaskini i zapytał o imię. I wtedy Odyseusz powiedział, że ma na imię „Nikt”. Rzeczywiście wojownicy oślepili śpiącego cyklopa, wbijając w jego jedyne oko, usadowione na środku czoła, rozpalony w ogniu pal. Kiedy cyklop wołał na pomoc swoich braci – cyklopów, oni pytali go, kto jemu to uczynił, kto go skrzywdził. Cyklop Polifem odpowiadał im, zgodnie ze swoją wiedzą, że to „Nikt”. Bracia wzruszyli zatem ramionami i zajęli się swoimi sprawami uznając milcząco, że Polifem zawraca im niepotrzebnie głowę.
Wyjątkowo dla mnie interesującym wątkiem jest rola Odyseusza jako lidera, odpowiedzialnego za swoją załogę, za powrót całego zespołu do ojczyzny, do Itaki. To przygoda w krainie Lotofagów, gdzie wojownicy Odysa byli karmieni kwiatami lotosu, które wywoływały u nich procesy zapomnienia, wyzbywania się wspomnień, rezygnacji z chęci powrotu do domu. Widząc to zagrożenie, Odyseusz siłą sprowadził swoich ludzi na okręty i tam ich przykuł do wioseł, aby ruszyć w dalszą drogę. Na filmie „Odyseja”, bohater opowiada o tym nimfie Kalipso i widz może odnieść błędne wrażenie, że to jest inny wątek. Z mojej perspektywy jest to ważne przesłanie – w dobie uzależnień, depresji, wypalenia zawodowego. Tutaj Odyseusz prezentuje istotne cechy ponadczasowe, a mianowicie odpowiedzialności dowódcy, lidera, za kondycję fizyczną oraz psychiczną swojego zespołu. Rozwinięcie tego wątku byłoby – w mojej opinii – o wiele ciekawsze niż ciągnące się długo sceny bitew, w tym końcowej, w sali pałacu, w której zgromadzili się zalotnicy w liczbie, która przeczy logice. Oczywiście nikt tego nie wie, ilu ich tam było i jak długo przebywali. Nie wiem, kto mógłby czekać 20 lat patrząc, jak za zasłoną kobieta pracuje przy krosnach – nawet, gdyby Penelopa była kopią połączenia Afrodyty z Ateną.
Postać, postawa, zachowania Odyseusza, jego cechy, mogą być oceniane w różny sposób. Mam tego świadomość. To, że podkreślam tutaj pozytywne aspekty jego charakteru nie oznacza, że nie dostrzegam minusów. Spryt, przebiegłość, mogą łatwo przekroczyć granice manipulacji. Tak też można spojrzeć na Odyseusza. Przywiązanie siebie do masztu statku, zaklejenie woskiem uszu załodze, aby wysłuchać śpiewu syren, to nie tylko jest sprytne, ale też samolubne, egoistyczne. Można mieć też wątpliwości co do samej argumentacji w kwestii udziału w wojnie – początkowa scena filmu. Ostateczny efekt jest taki, jak proponowała Penelopa – skierować się ku zachodowi słońca. Jednak skutkiem było zaprzepaszczenie ciekawego, wspólnego przeżycia 20 lat, w pięknym dla ludzi okresie od 25 do 45 roku życia.
Mozaika oczekiwań
Decyzje, które podejmujemy, są wypadkową wielu różnorodnych czynników – rzadko jest to wyłącznie jeden czynnik. Kiedy ktoś poszukuje pracy, może być zainteresowany przede wszystkim wyższym wynagrodzeniem, awansem na stanowisko kierownicze, realizowaniem swoich ambicji, zainteresowań, wysoką kulturą, atmosferą miejsca pracy, możliwością realizowania siebie, pracą zdalną, wyjazdami zagranicznymi oraz wieloma innymi czynnikami. Bywa, że trudno świadomie wymienić najważniejsze powody, a – co jeszcze trudniejsze – ustawić je w porządku od najważniejszych do najmniej istotnych. Tak też pewnie jest w odniesieniu do sztuki, w tym do stworzenia filmu, w naszym przypadku, „Odysei”. Produkcja filmu pewnie jest efektem setek kompromisów między oczekiwaniami producenta, reżysera, scenarzysty, aktorów oraz innych osób. I do tego można jeszcze dołożyć oczekiwania widza. I tego dotyczą powyższe rozważania. Dla mnie akurat najważniejszy jest głębszy przekaz, rozwijający świat ducha, wiedzy o świecie, sposobach doskonalenia życia osobistego oraz społecznego. Dla producenta ważne może być uzyskanie zwrotu z inwestycji, czyli zarobienie określonej kwoty pieniędzy. Są oczywiście także inne korzyści, jak nagrody filmowe dla reżysera, scenarzysty, aktorów, autora muzyki, choreografa, realizatora, innych osób. Tak to jest i ja to w pełni akceptuję. Sam chciałem zobaczyć ten film z kilku powodów – aby być na bieżąco z tym co się aktualnie dzieje, wrócić wspomnieniami do czasów licealnych, cieszyć się widokami Grecji, poczuć klimat starożytności, spojrzeć na plątaninę interesów, intryg mieszkańców Olimpu, czyli greckich bogów, którzy wykorzystywali los Odyseusza do rozgrywania własnych żądz oraz interesów. Miło mi rozmawiać z otoczeniem na temat filmu „Odyseja”, doświadczając bogatej mozaiki oczekiwań poszczególnych osób, ich opinii oraz doznań. To jest ciekawe, rozwijające, pouczające. Nikt przy niczym nie musi się upierać, oceniać odmiennych od swoich poglądów tylko cieszyć się różnorodnością spojrzeń. To jest dla mnie o wiele ciekawsze niż śledzenie lotu samolotu z drużyną Lecha Poznań na pokładzie, lecącą, z przygodami, na mecz piłki nożnej na Wyspy Owcze, w dniu 12 sierpnia. A śledziło ten lot pewnie co najmniej kilkaset osób. Piękno jest w różnorodności i życzliwości wzajemnej.
I jeszcze jedna kwestia – to napisy na ekranie. Tak to jest już pewnie od 70 lat, może dłużej, nie wiem. To jest dla mnie zadziwiające, że w erze AI, nowych technologii, nie wprowadzono lepszych rozwiązań. Napisy zasłaniają część obrazu, dekoncentrują, zmniejszają skalę uważności. Na pewno można to ulepszyć, udoskonalić. Nie jestem inżynierem, nie będę tego wątku rozwijał. Może ktoś utworzy start-up z takim projektem. Jestem zwolennikiem koncentracji na jednym zadaniu. To daje dobre efekty. Jeśli ktoś nam szepcze coś do lewego ucha, a ktoś inny do prawego – nic nie usłyszymy, nic nie zrozumiemy. A napisy – rozpraszają.