Noc w Caracas
Noc bywa porą, kiedy wprowadza się w życie sekretne, wrogie plany, powodując zmiany, które burzą dotychczasowy porządek, niszczą zaufanie i bezpieczeństwo w społeczeństwach. Jako ludzkość uczymy się bardzo powoli, ulegając tym samym żądzom, instynktom, zachciankom. Tak się zaczął rok 2026 w Caracas, gdzie D. Trump, przy pomocy żołnierzy, pojmał prezydenta Wenezueli, przewiózł do USA z zamiarem osądzenia za ogólnikowe uzasadnienie swojej decyzji które ukrywa egoistyczne cele związane z własnym ego. Podobnie było w przypadku Nocy Długich Noży (Niemcy, noc z 30 czerwca na 1 lipca 1934) czy też Nocy św. Bartłomieja (noc z 23 na 24 sierpnia 1572 w Paryżu). Kolejne dni postawiły ludzi także w tamtych czasach w innym otoczeniu (Niemcy, Francja). Bezpieczeństwo zostało zburzone, dotychczasowe wartości przestały istnieć, zaczynała się nowa epoka. Jedna decyzja króla Anglii, Henryka VIII, spowodowała przejęcie majątków zakonów i kościołów podlegających papieżowi, bowiem król ogłosił się głową kościoła w Anglii, dokonując rewolucji społecznej. Pamiętam interwencję wojsk Układu Warszawskiego na Węgrzech w 1956 roku, a jeszcze lepiej – wkroczenie do Czechosłowacji w 1968 roku, kiedy kraj ten chciał wprowadzić reformy. Noc w Caracas jest kolejnym przykładem tego, jak słabo sobie radzimy z kierowaniem się wartościami ogólnoludzkimi, humanitaryzmem, kierując się egoistycznymi, partykularnymi interesami. Kolejny raz świat zamarł. I kolejne dni będą już inne, niepewność będzie coraz większa, zuchwałość być może także będzie większa (np. niepewność co do losu Grenlandii, agresji Rosji). Groźby są kierowane pod adresem innych krajów a apetyt na przejęcie Grenlandii rośnie. Tak to bywa – Hitler też potrzebował przestrzeni życiowej naiwnie sądząc, że pozostanie bezkarny w swoich szaleńczych pomysłach i działaniach (zajęcie Austrii, Czech). I chociaż rośnie nasza, ludzka świadomość, to jednak droga do budowania jedności na naszej Ziemi, jest daleka i trudna. Ważne, abyśmy konsekwentnie, ludzie dobrej woli, opowiadali się za odpowiedzialnością w zakresie szanowania całej naszej Planety i jej zasobów, bez dzielenia na półkule.
Polska – granice w przestrzeni
Rozpoczynając szkołę podstawową, widziałem na rozwieszonych w klasach mapach, obszar przypominający jabłko. Bez trudu byłem w stanie narysować w domu, na piasku, na plaży, gdziekolwiek, obrys granic kraju, Ojczyzny. Byłem przekonany, że tak zawsze było, że nie podlega to żadnej dyskusji. Jakże się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem na strychu, w domu rodzinnym, gazety sprzed wojny, także mapy oraz różne, zakazane wtedy, w socjalizmie, książki. Polska wyglądała zupełnie inaczej. Nie potrafiłbym wtedy z pamięci narysować własnego kraju. Młody mózg i umysł niewiele z tego rozumiał. To w Jałcie, kilku panów postanowiło, jaki będzie terytorialny, przestrzenny kraj, nazwany Polską. W 2026 roku, ktoś inny wytycza granice wpływów w Ameryce Południowej, straszy przejęciem Kuby. Pewnie W. Putin pluje sobie w brodę, że nie wpadł na taki pomysł jak D. Trump, aby w jedną noc przejąć kontrolę nad Ukrainą. Być może kolejny krok wykonają, ośmielone tym wszystkim, Chiny, przejmując Tajwan. Wygląda na to, że straciliśmy poczucie odpowiedzialności wobec zagrożenia, które sami zbudowaliśmy – mam na myśli arsenały militarne, głównie broń atomową i nuklearną. Jednak zagrożenia mogą się pojawić na innych obszarach tego, co ludzkość zbudowała. Świat zamarł widząc, jakie zniszczenia powoduje w społeczeństwach program, pewnie coś więcej niż tylko program, Grok, odzierając niewinne osoby z godności. Ogromne wyzwania stają przed nami, gatunkiem homo sapiens i przyszłość pokaże, na ile potrafimy się z nimi uporać. Ryzyko jest trudne do zobaczenia gołym okiem, stąd ego tych, którzy mają władzę a mieć jej nie powinni, może całkowicie zagłuszyć zdrowy rozsądek. Przykro było patrzeć na dwóch panów, stojących obok D. Trumpa w tę noc w Caracas, którzy – jeśli mają własne zdanie – to głęboko je schowali, dbając o własne interesy i przemawiając słowami D. Trumpa – wspaniałe wojsko, genialna operacja, jedyna w historii.
Myślenie globalne – trudne
Pierwsza wojna światowa uświadomiła części ludzkości, jak ważna jest zmiana myślenia z lokalnego na globalne. Dramat tej wojny, nazwanej światową, uzmysłowił społeczeństwom konieczność kierowania się nowym paradygmatem, opartym na szanowaniu pokoju, ograniczaniu konfliktów. Efektem było powołanie w 1919 roku Ligi Narodów, która miała wytyczać ramy wartości, dyskusji, prowadzenia rozmów. To bez wątpienia właściwa droga – spoglądanie na wspólne dobro, całej Planety. Dwadzieścia lat później rozpoczął się drugi światowy konflikt z okrucieństwami na skalę, jakiej dotąd nie było. Pod koniec 1945 roku, powołano Organizację Narodów Zjednoczonych, która ma czuwać nad pokojem na świecie, pomagać narodom w rozwiązywaniu konfliktów. To jednak okazuje się bardzo trudne dla ludzi, którzy mają w sobie podziały, kierują się egoizmem, żądzą władzy. W 2026 roku nagłaśniane są dawne, zaściankowe idee, że oto jeden kraj będzie panował na jednej półkuli, a inne kraje mają toczyć walkę o panowanie na drugiej półkuli. Tymczasem zapewnienie odpowiednich warunków życia dla populacji ponad ośmiu miliardów ludzi, nadal się powiększającej, zadbanie o dobrostan przyrody, wymaga myślenia oraz działania globalnego, całościowego, perspektywy zarządzania wszystkimi zasobami całej Planety. W tym właśnie się zawiera przesłanie tego tekstu, ujęte w jego tytule, – „Jedna Planeta”, Ziemia, nasza Planeta. Jestem przekonany, że coraz więcej ludzi to rozumie, popiera, będzie się angażowało w takie prace, wspierające całościowe, harmonijne myślenie i działanie. Poszukamy na pewno sposobów, które pozwolą oddać władzę liderom odpowiedzialnym, a trzymać od niej z dala psychopatów, szaleńców, skrajnych egoistów. Nie ma pewnie sposobów, aby przyspieszyć tempo wprowadzania tego typu zmian. Trawa nie rośnie szybciej, jeśli się pociąga za źdźbła – powiedzenie francuskie.
Anna Maria della Pieta – porzucona dziewczynka
Jedna Planeta to także rozumienie, że jesteśmy wszyscy ludźmi, a każdy z nas jest szczególny, unikatowy, oryginalny. Zanim przejdę do sedna tego akapitu, dwa przypadki z przeszłości. Pierwsza historia, w skrócie, to Anna Maria della Pieta (1696 – 1782), skrzypaczka i kompozytorka. Kiedy przyszła na świat, jej mama wsunęła ją w szczelinę muru sierocińca Pieta w Wenecji, ze znanych pewnie tylko sobie powodów, rezygnując z opieki nad dzieckiem. Dziewczynka dorastała, uczyła się w sierocińcu, przebywając tam do końca swoich dni, pracując póxniej jako nauczycielka muzyki z kolejnymi pokoleniami, oddanych przez matki, dzieci. W pewnym okresie, nauczycielem muzyki był w tym sierocińcu Antonio Vivaldi, osoba duchowna. Być może są to jedynie plotki, jednak pojawiały się przypuszczenia, że część kompozycji księdza to była muzyka napisana przez utalentowaną uczennicę, Annę Marię della Pieta. Gdyby tak było, to by świadczyło o nietuzinkowych uzdolnieniach podrzuconej do sierocińca maleńkiej dziewczynki. Szczelina w murze była bardzo wąska a zatem jedynie można było tam zostawić niemowlę, zaraz po urodzeniu. Chcę tutaj napisać, jak mądre to były rozwiązania, jak dużo dobrego mogło wyniknąć z opieki w sierocińcu nad porzuconymi dziećmi. Jasne, byłoby najlepiej, gdyby każde dziecko miało kochających rodziców, szczęśliwy dom, opiekę, poczucie bezpieczeństwa. Jednak tak nie jest. Zdarzają się różne przypadki, a zatem powinniśmy postępować mądrze, aby tworzyć warunki rozwoju dla dzieci, które zostają oddane, np. pozostawione w „oknach życia”. Mają wówczas szansę na znalezienie miłości, ciepła domu rodzinnego, rozwijania talentów, zdolności, z którymi przyszły na świat. Darujmy sobie ocenianie zachowań innych, natomiast dokładajmy starań, aby wszystkie dzieci mogły dorastać w atmosferze ciepła, miłości dorosłych. Nie zawsze będą to rodziny w tradycyjnym rozumieniu. Są kraje, w których dwie osoby tej samem płci mogą żyć pod jednym dachem, wychowywać dzieci, dysponować pełnią praw rodzicielskich.
Rosa Bonheur – pozwolenie policji na noszenie spodni
Urodzona we Francji w roku 1822, malarka, rzeźbiarka, która 45 lat swego dorosłego życia mieszkała, funkcjonowała z przyjaciółką, Nathalie Micas, tworząc udany związek. Interesując się anatomią zwierząt, odbywała praktykę w rzeźni, co wymagało zgody francuskiej policji na chodzenie w spodniach (noszenie męskich ubrań). Taką zgodę uzyskała i mogła ubierać się odmiennie od obowiązujących schematów. Pewnie to, a także mieszkanie z przyjaciółką, budziło wiele plotek, może nawet protestów. Z perspektywy roku 2026, zgoda policji na zakładanie przez kobietę spodni, może budzić ogromne zaskoczenie. Jednak zmiany następują powoli, są odrzucane przez część społeczeństwa i potrzebujemy czasu, aby je akceptować. Niewiele powszechnie wiadomo na temat relacji Rosy i Nathalie, jednak możemy sądzić, że były szczęśliwe, wybierając taką relację. Rozpacz Rosy po śmierci Nathalie, świadczy o sile uczuć, o przyjaźni, oddaniu, radości z dokonanego wyboru. W 2026 roku nikt pewnie nie ma uwag do dziecka, które zaczyna pisać w szkole lewą ręką. A przecież jeszcze w 1955 roku, kiedy zaczynałem pierwszą klasę, żal mi było kolegi, który był zmuszany do pisania swoją słabszą, prawą ręką. Nikt nam tego nie tłumaczył – nie rozumieliśmy, dlaczego jest tak szykanowany. I jeszcze jedna kwestia, warta zastanowienia i dyskusji – przecież dziecko rodziców leworęcznych wcale nie musi być leworęczne. Być może gdyby Rosa Bonheur miała córkę, albo ją adoptowała, to wcale nie oznacza, że nie pokochałaby chłopaka i tworzyła z nim udanej, szczęśliwej rodziny. Albo inne pytanie – na ile kobieta ubierająca się w spodnie, nie jest zdolna do miłości rodzicielskiej, budowania szczęścia w związku, czułości, opiekuńczości, odpowiedzialności. Jednak odrzucanie stereotypów przychodzi często z wielkim trudem, bywa niemożliwe. Jak wielokrotnie pisałem – trawa nie rośnie szybciej, jeśli się pociąga za źdźbła. Tak blisko jest z Egiptu do Ziemi Obiecanej, a Mojżesz prowadził swój lud przez 40 lat. Dopiero nowe pokolenie było zdolne do życia w wolnym społeczeństwie. Warto wiedzieć o tych mechanizmach, znać naturę człowieka i powstrzymywać się od składania obietnic, że szybko będą wprowadzone zmiany w sprawach, które są trudne do zaakceptowania przez część społeczeństwa.
Osoba najbliższa – taniec na linie
Świat społeczny w Polsce, zbudowany na tradycyjnych wartościach, ściera się z nowymi poglądami, które zagościły już w innych krajach Europy a także w USA. Jednak poglądy D. Trumpa hamują zmiany, stawiając społeczeństwo przed nowymi dylematami. Przywódca Stanów Zjednoczonych postrzega kobiety w roli prowadzących gospodarstwa domowe, przyznając mężczyznom prawo do podejmowania większości decyzji. Pewnie D. Trump nie czytał dzieł św. Tomasza z Akwinu i sądzi, że sam jest odkrywcą mitu o powstaniu kobiety z żebra Adama, co pozycjonuje ją jako istotę niższą od mężczyzny. Cóż, tak to bywa na drodze do świadomości, wyrastającej z zasad humanizmu – dwa kroki do tyłu, aby opóźniać podejście partnerskie, oparte na szacunku, godności, tolerancji. Będzie to miało wpływ na inne kraje, w tym Polskę. I tak już doświadczamy niesamowitej ekwilibrystyki. Skoro nie można w prosty sposób rozmawiać o związkach partnerskich, to pojawia się karkołomna, jak taniec na linie, koncepcja przepisów, dotycząca osoby najbliższej. Nie wiem, czy zdołamy się, jako i tak już bardzo podzielone społeczeństwo, wyplątać z tej matni. Trudno, ważne, aby scalać skonfliktowane grupy społeczne, polityczne, tłumaczyć, argumentować, emanując spokojem, konkretami, bez pociągania trawy za źdźbła.
Opowiem teraz o przypadku, sytuacji, której doświadczyłem będąc w jednym z krajów Europy na wakacjach. Otóż na plaży dostrzegłem dwóch panów z dwojgiem dzieci. Panowie mieli różne rysy (europejskie i azjatyckie), odnosili się do siebie z uczuciami, których pewnie każdy z nas by sobie życzył we własnych związkach. Dwoje dzieci także miało różne rysy, oczy, odcień skóry (Europa i Azja). Razem tworzyli szczęśliwą rodzinę, wypełnioną miłością, radością, zabawą. Świadomie użyłem słowa rodzina, chociaż pewnie większość może się oburzać z powodu tego terminu. Nie wiem, dlaczego tak nie można by określić tego związku. Zostawię to. Ten piękny, wzruszający obraz, trwający wiele dni, jakże kontrastuje z przypadkiem dwojga osób, kobiety i mężczyzny, posiadających dwoje dzieci, żyjących w niechęci do siebie, używających wulgaryzmów, nadużywających alkoholu, palących nałogowo papierosy, awanturujących się w „domu dobrym”. Jak już napisałem, życzyłbym wszystkim pięknej, rodzinnej atmosfery, miłości, szacunku, trwałych relacji, miłych wspomnień. Mało kto pewnie wie o dramacie rodziny Goebbelsów. Po samobójstwie Hitlera, w dniu 1 maja 1945 roku, rodzice, J. Goebbels i matka M. Goebbels, podali cyjanek swoim sześciorgu dzieciom, Magda także zażyła cyjanek a Joseph strzelił sobie w głowę. Trudno to pojąć, aby fascynacja ideologią doprowadziła do uśmiercenie własnych dzieci, przed którymi życie stało otworem. Co ciekawe, syn Magdy, z wcześniejszego małżeństwa, dorastający pod okiem ojca, przeżył wojnę i jest zaliczany do grona największych przemysłowców w powojennych Niemczech. Ileż jest też przypadków, kiedy po śmierci partnera, albo ojciec, albo matka, samodzielnie wychowują własne dzieci. Życie jest pełne różnych zdarzeń i każdy podejmuje decyzje zgodnie ze swoim sumieniem i systemem wartości. Łatwo się osądza innych mając przekonanie, że tylko my mamy rację albo że Bóg jest wyłącznie po nasze stronie. Tymczasem Bóg jest po stronie praworęcznych oraz leworęcznych, po stronie tych, którzy kochają partnera płci przeciwnej bądź kochają partnera tej samej płci. Wiem, że nie wszyscy to zaakceptują. Zawsze można zapytać o doświadczenia osobę leworęczną, którą nauczyciele zmuszali do pisania prawą ręką. Trzeba się spieszyć – jest tych osób już coraz mniej.
Co jeszcze przed nami?
Na razie pisałem o związkach partnerskich, o akceptowaniu preferencji, z którymi przychodzimy na ten świat. Mamy w Polsce z tym spory kłopot. Jednak to tylko jedna ze zmian, które nas czekają w przyszłości. Wszystko odnoszę do zasad humanizmu, a to kwestia postrzegania Ziemi jako Jednej Planety, nas samych, jako gatunku homo sapiens, jako ludzi godnych szacunku, akceptowania ich różnorodności z wyłączeniem tych, którzy mordują, oszukują, kradną, manipulują. Zdecydowanie krytycznie oceniam kulturę Sparty w aspekcie strącania w przepaść noworodków płci męskiej, którzy byli oceniani jako nieprzydatni do armii. Aż trudno zrozumieć, że było to akceptowane przez całą społeczność. Mam negatywną opinię na temat Rzymu i zwyczaju tolerowania związków młodych chłopców z dorosłymi mężczyznami. Taka była wtedy kultura i niewiele wiemy o emocjach tych chłopców, ich doświadczeniach, traumach. Mało także wiemy o kulturach, zwyczajach wśród plemion w Ameryce Południowej, w których akceptowano zwyczaj, wybór osobistych decyzji osób starszych o zakończeniu własnego życia. Jedna z reklam batonów Mars nawiązuje do tego zwyczaju. Młody Indianin prowadzi starszego wojownika do miejsca, w którym ma sam, z własnej woli, zakończyć życie. W czasie odpoczynku sięga po batona, zjada go i odzyskuje energię. I do tych dwóch aspektów chcę się odwołać, odpowiadając na pytanie, co jeszcze przed nami. Myślę, że przed nami są dyskusje, jak należy podejść do uregulowania możliwości wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Łatwiej pewnie jest w przypadku dwóch pań, które mogą urodzić dziecko, natomiast sytuacja jest bardzie złożona, kiedy dwóch panów chciałoby posiadać i wychowywać dzieci. Takie rozwiązania już zostały wdrożone w niektórych krajach i czas jest też na to, aby w Polsce o tym rozmawiać, w spokoju, z szacunkiem do siebie, rozważając wszelkie argumenty oraz szukając rozwiązań prawnych. A druga kwestia to decyzje o zakończeniu własnego życia. Czy tego chcemy czy nie, są w każdym społeczeństwie osoby, stosujące własne, niekiedy tragiczne, dramatyczne rozwiązania. Wielu z nas składa deklaracje o zgodzie na wykorzystanie organów po śmierci. Możemy, powinniśmy także rozmawiać o kwestiach związanych z decydowaniem o własnym życiu, w szczególnych przypadkach. Na pewno nie powinniśmy udawać, że to nas, jako Polaków nie dotyczy.

Jedna Planeta
14 stycznia 2026