Nowy lider a będzie lepiej
W 2026 roku, w erze rozwoju AI, zmian społecznych, dezinformacji, podkreśla się rosnące znaczenie myślenia krytycznego. Ludzie chętnie szermują ogólnymi hasłami, kierują się złudzeniami, schematami sądząc, że spełnią się napędzane emocjami życzenia. Rewolucja francuska rozsławiła hasła typu – „wolność, równość, braterstwo” spodziewając się, że tego typu ogólniki doprowadzą do sprawiedliwości społecznej, życia w raju, w szczęśliwym błogostanie, bez obowiązków, z obfitością dóbr i napojów. Grecy karmili siebie opowieściami o ucztach bogów, smacznym jedzeniu, popijaniu nektaru i ambrozji. Nawet w demokracji, co pewien czas pojawia się euforia, że oto kolejne wybory wyłonią partię, przywódców, którzy doprowadzą do życia w raju. Możemy się od tej iluzji uwonić?
W socjalizmie, w Polsce, opowiadano trafny dowcip o sukcesji przywództwa w państwowych firmach. Już o tym pisałem. Otóż, kiedy komitet partyjny, centralny czy lokalny, wskazywał, mianował nowego dyrektora państwowego zakładu, wręczał jemu trzy koperty z instrukcją, że kiedy załoga zacznie się buntować, wówczas szef ma otwierać kolejne koperty, zaczynając od pierwszej, w których będą cudowne rady, jak skutecznie radzić sobie z kolejnymi konfliktami. Oczywiście namaszczenie kogoś nowego na lidera firmy wywoływało wzrost zaangażowania społeczności firmy jak widok soku z cytryny, powodujący wzmożoną produkcję śliny w buzi. Po pewnym jednak czasie następował spadek motywacji, rozczarowanie, że warunki pracy i życia są dalekie od wyobrażeń na temat raju. Pomruki niezadowolenia, próby strajków, zmiany w przywództwie, uzasadniały otwarcie pierwszej koperty. I oto nowy dyrektor, prezes, miał gotową, złotą radę – „zrzuć wszystko na poprzednika”. I oto nadzieja, jak zorza, zajaśniała nad społecznością przedsiębiorstwa – „rzeczywiście, dotychczasowy prezes był zacofany, a teraz mamy nowego i nareszcie będzie dobrze”. Jednak po jakimś czasie okazuje się, że kredyty są nadal drogie, mieszkań brakuje, płace, chociaż rosną to są nadal za niskie, co prowadzi do smutku, buntu, narzekania, niezadowolenia. I tym samym sytuacja dojrzewa, aby otworzyć drugą kopertę. I oto olśnienie, cudowna rada – „zaproponuj reformy”. Ach, jakie to mądre i proste! Był jeden, narodowy fundusz zdrowia i się nie sprawdził? To teraz będą regionalne kasy chorych. Po kolejnej zmianie na szczytach politycznych, następuje powrót do systemu centralnego. Akurat odwołałem się tutaj do tego przykładu, jednak dookoła jest ich bardzo dużo – uszczelnianie systemu faktur VAT, zakaz handlu w niedziele, wolna Wigilia – to inne przykłady. Ale może szerzej – D. Trump nie lubi w samochodach „przycisku Obamy”, zmienia prawo i oto samochody będą tańsze, część kierowców rozpali grilla i kupi małpkę z radości. Sąsiadka chodzi smutna, bo zawsze zbierała nakrętki od butelek, wrzucała je do pojemników a teraz wszystko zostało usunięte a ona wrzuca te nakrętki do śmieci bo i tak je odcina, kiedy tylko pierwszy raz otwiera butelkę z wodą, z chytrym uśmiechem mówiąc, że „Bruksela jej wolności nie odbierze”. Bywa, że reformy mydlą oczy, podsycają nieracjonalne nadzieje, jednak nie są czarodziejskimi różdżkami. Fala niezadowolenia przybiera na sile. Lider otwiera trzecią kopertę. I tutaj ułuda się kończy. Zapisane tam zdanie brzmi okrutnie – „przygotuj trzy koperty”. Koło się zamyka, uruchamiając kolejny cykl. Dlaczego nie umiemy być szczerzy? Jako ekonomista, nie mogę się pogodzić z tym, że nie potrafimy patrzeć długofalowo, liczyć całościowych kosztów, efektywności, tylko mamimy się często fikcjami. W styczniu 2026 roku Orkiestra zebrała np. 200 mln złotych. Ile to jest na Polaka? – około 5,50 zł. A ile ktoś zostawi – nie wiem komu – kupując 12 butelek wody, płacąc 0.50 groszy kaucji za butelkę (6 zł) i wyrzucając butelki do śmieci albo w lesie. Ile osób tak robi? Kto zyskuje te 6 zł nieodebranej kaucji? Ile kosztują butelko-maty i cały system? Jak wycenić stres związany z wprowadzaniem tego systemu? Jaka byłaby to suma, gdyby ktoś kupował co miesiąc 12 butelek wody z kaucją i wyrzucał opakowania?
Myśl krytycznie! – czyli jak?
A teraz nawiązanie do myślenia krytycznego. To nie jest magiczna formuła, która ma zamienić dni zwykłe w niekończące się bachanalia – może słowo jest zbyt przykre – może zamiast tego napiszę niekończący się błogostan. Myślenie krytyczne to codzienne analizowanie rzeczywistości, faktów oraz dezinformacji, opinii, interesów różnych osób i podmiotów, w celu podejmowania bardziej racjonalnych decyzji. Na ile jest to możliwe? Na tyle, jeśli zachowamy niezależność sądów, powątpiewanie w fikcyjne obietnice, trzymanie się zdrowego rozsądku. Czy to możliwe? Możliwe, chociaż trudne, wymagające wytrwałości, cierpliwości, konsekwencji. I tak się dzieje w społeczeństwach. Następują korzystne dla nas zmiany, chociaż trwa to tysiące lat i nadal będzie postępowało w niezwykle wolnym tempie. Metaforą może być ścięty pień 200 lat rosnącego drzewa – na jego poprzecznym przekroju każdy zobaczy słoje, potwierdzające coroczne przyrosty. Trzeba myślenia abstrakcyjnego, aby zobaczyć to w przekrojach społecznych. Kartezjusz radził – „niczego nie przyjmuj na wiarę, co nie jest oczywiste. Każdy problem rozkładaj na części, analizuj, zaczynając od mniej złożonych, szukaj potwierdzenia swojego rozumowania”. Na ile można wierzyć, że ktoś zakończy wojnę w jeden dzień, kiedy zostanie szefem rady pokoju. Na ile można wierzyć, że pokój zapewni ten, kto chce Grenlandię, układając się z tym, kto chce mieć Donbas? Putin pewnie jest wypełniony żółtą złością – Trump już wysłał inwestorów do Wenezueli a on nadal walczy w Donbasie. Znamy powiedzenie „manus manum lawat”? – ręka rękę myje! Czyż opowieści tego, który potrzebuje Grenlandii są bardziej wiarygodne niż tego który potrzebuje Donbasu? Czyż władza, która w Iranie zabrania sprzedaży materiałów higieny osobistej działa w interesie kobiet? Być może niewiele osób zauważyło, że J.D. Vance, wiceprezydent USA odwiedził Armenię. Po co? Akurat Armenię? A z kim graniczy Armenia? Jak, w ostatnich czterech latach, po uruchomieniu sankcji gospodarczych wobec Rosji, zmienił się handel zagraniczny Armenii? Chętnie bym zobaczył rzeczywiste informacje statystyczne. W jakim kraju pojawiło się powiedzenie „gospodarka głupcze”?!
Dzisiaj nagroda pokojowa, a jutro?
W czternastym wieku przed naszą erą, faraon Echnaton postanowił zmienić zasady religijne w Egipcie, stawiając na jednego boga, Atona. Proszę spojrzeć na imię boga – Aton – oraz imię faraona – Echn – Aton – to tak napisałem dla analogii. Mając władzę, scentralizowaną, autorytarną, burzył świątynie, posągi innych bogów, wznoszone wcześniej w społeczeństwie politeistycznym. Upór faraona Echnatona i narzucenie religii monoteistycznej trwało do jego śmierci, po czym proces burzenia jego wymysłu, czyli posągów i świątyń Atona przebiegał z niezwykłą szybkością i skutecznością. Na ile w Polsce pamiętamy jeszcze nazwy miast – Leningrad, Stalingrad. Nowe nadzieje zmiotły z geografii nazwy dyktatorów. Szybko i skutecznie. A jednak w swoim czasie tysiące ludzi popierało wprowadzenie zmian nazw – mało kto pamięta, że nawet Katowice nosiły nazwę Stalinogród w latach 1953 – 1956. Na szczęście, na krótko. Szybko nastąpiło otwarcie kolejnej koperty. Były osoby, które najpierw popierały zmianę nazwy, a później inne osoby, opowiadające się za kolejną zmianą.
Natura ludzka, jak cała przyroda, zmienia się powoli, w cyklu opisanym przez teorię ewolucji. Jednak część zmian ma charakter nagły, powodowany interesami określonych grup społecznych czy zawodowych. Agrypina, matka cesarza Nerona, w namiętnej pogoni za władzą, uwiodła swojego stryja, cesarza Klaudiusza. Jednak ówczesne prawo w Rzymie, zakazywało zawierania małżeństw w tak bliskim pokrewieństwie. Zmanipulowany cesarz Klaudiusz oraz nienasycona władzą Agrypina znaleźli w senacie Rzymu zacne, wpływowe osoby, które, płomiennymi mowami doprowadziły do uchwalenia nowego prawa – odtąd dozwolone staje się zawieranie małżeństw cesarza ze swoją bratanicą. I tak oto Agrypina poślubiła Klaudiusza, brata swego ojca, Germanika. Rzym nie miał wtedy prezydenta i prawa weta.
Liderzy, przedsiębiorstwa, niechętnie mówią o popełnionych błędach, o złych decyzjach, fałszywych strategiach, o porażkach. To część naszej, ludzkiej natury. Jako Europejczycy, słusznie jesteśmy dumni z tego co budujemy – Wspólnotę Narodów. Ilu z nas jednak wie, że około 40 tysięcy Holendrów, Belgów, trochę mniej Norwegów, Węgrów, zebrało ochotników i zasiliło armię Hitlera? Tak było w okresie 1940 – 1945. Nawet Hiszpania znalazła w swoim społeczeństwie młodych ludzi, którzy zasilili armię faszystowskich Niemiec. Tacy jesteśmy, taka jest nasza natura. Trudno mi nad tym przejść do porządku dziennego, trudno to rozumieć, jednak tak to jest. Fikcją byłoby oczekiwanie, że każdy z nas myśli krytycznie, podobnie, kieruje się wspólnym interesem, dobrem ogółu. Pod koniec 2025 roku, w tygodniku Polityka był tekst na temat jednej z grup religijnych w Polsce, z której niekiedy wypisują się pojedyncze osoby. To są złożone procesy a zmiany zachodzą powoli. Świadomość rozwija się o wiele wolniej niż przyrosty zauważone na słojach ściętego drzewa. Jednak nadzieja jest i będzie – myślę o nas, którzy rozpoczynamy każdy dzień z energią budowania lepszego świata. Pomocna może być wypowiedź mediatorki – od 30 lat skutecznie przeprowadziła setki mediacji rozwodowych, w których się specjalizuje. Sama jednak głęboko wierzy w miłość i ją praktykuje w swoim związku. Wartości są dla nas, ludzi, kluczowe. Mam nadzieję, że AI pomoże nam ich bronić.
I teraz nawiązanie do naszych wyzwań, na przełomie 2025 i 2026 roku. Mam tutaj na uwadze trudną do ukrycia żądzę narcyza, jakim jest Donald Trump, w odniesieniu do chorobliwego domagania się przyznania nagrody pokojowej, nagrody Nobla. O tym, ile prochu ma na swoich rękach Alfred Nobel, napiszę przy innej okazji. W moim systemie myślenia krytycznego nie ma miejsca do używania nazwiska Nobla nie tylko do nagrody pokojowej, ale także innych nagród. Takich paradoksów jest dużo – Asperger, lekarz z czasów faszyzmu, który mordował dzieci, jest honorowany w nazwie choroby – choroby Aspergera. Trudno, część lekarzy się burzy, jednak nie tak łatwo wprowadzać racjonalizm. I tak oto narcyz, wyrazisty, wyjątkowy narcyz, narcyz nad narcyze, rozsyła pisma do różnych narodów, z gotowymi propozycjami poparcia jego wniosku o przyznanie nagrody pokojowej. I nie należy się dziwić, że znajdą się osoby, które chętnie takie wnioski podpiszą, publicznie poprą. Wszak taka osoba zwiększą tym samym swoje szanse na taką nagrodę w kolejnych latach. To jednak nic pewnego. To nie tak jak mówił Syzyf – „robota ciężka, ale pewna”. Pewne jest to, że narcyz, psychopata, makiawelista, kończy swoją drogę w samotności, osamotnieniu, opuszczeniu przez wszystkich. Nikt nie chciał rano wejść do pokoju Stalina, bojąc się szaleńca. Dopiero w południe ktoś zdobył się na odwagę i znalazł go martwego w strasznym stanie. Hitler targnął się, pozbawiony wszelkiej nadziei, na własne życie. Echnaton, Neron, syn Agrypiny, także okryli się niesławą. Opinie o Trumpie będą znacznie bardziej wyraziste, kiedy zakończy się jego kadencja. A tymczasem niektórzy naśadują styl Trumpa, człowieka, za którym być może ciągną się rodzinna deficyty, jakby powiedział psycholog. To jego dziadek został wyrzucony z Niemiec, kiedy wydało się, że złamał prawo, uciekł do USA przed poborem do wojska. Na nic się zdały błagania o możliwość pozostania w Niemczech.
Naginanie zasad
Od pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych, do F.D. Roosevelta, trzydziestego drugiego na tym stanowisku, wszyscy stosowali się do sugerowanej przez G. Washingtona reguły, aby pełnić tę funkcję co najwyżej przez dwie kadencje. Inaczej zachował się wspomniany F. D. Roosevelt, który cztery razy składał przysięgę na wierność konstytucji. Po tym zdarzeniu, wprowadzono poprawkę, że kadencja prezydenta nie może trwać dłużej niż dwie kadencje. Przypomnę Rzym za czasów Klaudiusza i knowania Agrypiny, aby senat zmienił zasady. Mistrzem w tym zakresie okazał się W. Putin. Najpierw roszady z Miedwiediewem a dalej zmiany konstytucji. Pompowanie własnego ego, do granic możliwości, słuchanie pochlebców, egoizm – wszsytko to prowadzi do nieszczęść osobistych oraz dramatów społeczeństw. Jeśli Trump bądź Putin sądzą inaczej, to patrząc na ich daty urodzenia, już niebawem zostaną zaskoczeni ziszczeniem się zagadki Sfinks. Takie sytuacje mają także miejsce w biznesie, chociaż tutaj wyniki ekonomiczne szybko weryfikują buńczuczne zapowiedzi związane z rozwojem, budowaniem pozycji rynkowej. Niestety, ludzka natura potrafi naruszyć zasady, których absolutnie nie powinno się naginać do potrzeb narcyza czy psychopaty. Bylibyśmy nieuczciwi wobec siebie zakładając, że jeśli raz ustali się zasady, np. związane z konstytucją, to będą one szanowane i nikt w sposób niecny, podstępny ich nie zmieni. Jednak siła społeczeństwa, podobnie jak przedsiębiorstwa tkwi w obywatelach, pracownikach, którzy w głównym nurcie są etyczni, odpowiedzialni. I to pragnę tutaj podkreślić – niezależnie od sztuczek Trumpa czy Putina, trzymajmy się wartości, pilnujmy dobra wspólnego, kontrolujmy instynkty, żądze, dystansujmy się wobec fikcji oraz wszelkiej maści iluzji. W swojej masie ludzkiej, przyczyniamy się do wzrostu świadomości, wspólnego dobra, chociaż chcielibyśmy, aby tempo tego marszu było szybsze, aby nie było kroków w tył, powodowanych przez przejściowo mających władzę psychopatów bądź narcyzów. Kim są mieszkańcy USA? – w większości potomkami Europejczyków. I Trump tego nie zmieni. Nasze więzi, społeczeństw Europy i Stanów Zjednoczonych są silne, trwałe i takie pozostaną. Jak w Egipcie po śmieci Echnatona – wszystko wróci do wypracowanej kultury.
Fałszywie rozumiana wdzięczność
D. Trump zarzuca innym brak wdzięczności, pomijając swoją, rodzinną historię. Gdyby wiele lat temu, kiedy do USA przyjechali z Niemiec i ze Szkocji jego rodzice, ówczesny prezydent urządzał polowania na emigrantów, to jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Przecież Stany Zjednoczone to kraj, który nie jest starszy niż ekonomia jako nauka. W 1776 roku, 250 lat temu, drukiem wydano pracę Adama Smitha „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Umownie, ta data, jest uznawana jako początek wyodrębnienia się ekonomii jako samodzielnej dziedziny nauki. A kiedy powstały Stany Zjednoczone? – 4 lipca 1776 roku. Mało się mówi o krwawych wojnach, bitwach między Północą a Południem, o wyniszczeniu ludności rdzennej, o wstydliwym dla gatunku homo sapiens wyłapywaniu ludności w Afryce i wykorzystywaniu jej do budowania gospodarki USA. Czyż to nie wymaga od prezydenta USA pokory, odpowiedzialności, szacunku okazywanego innym narodom? Kilka dni temu prowadziłem testowy egzamin ze studentami drugiego roku. Czas egzaminu to maksymalnie 45 minut. Sala była duża, można było łatwo wyjść wcześniej, kiedy ktoś skończy wypełnianie testu. Pierwsza osoba oddała test po 6 minutach, ostatnia – po 35 minutach. Słusznie rozmawiamy o różnorodności, ją rozumiemy, akceptujemy, szanujemy. Może osoba. Która oddała test po 35 minutach opiekuje się bezdomnymi, bowiem ma wybitna inteligencję społeczną. Może osoba, która oddała test po 6 minutach będzie rozwijała AI z uwagi na swoją inteligencję matematyczną. Szanujemy się, cenimy, chociaż rozumiemy, że jesteśmy rózni. Jednym z jej aspektów jest również rozumienie złożoności całego świata. Tego się pewnie nie da zrozumieć, jednak nie należy udawać, że ktoś posiadł taką moc. Trump sądzi, że rozumie, jednak jest w głębokim błędzie. Osoby, które go popierają nie pojmują postawy osób, które nie chcą dać miliarda dolarów w ramach propozycji „na wnuczka”. (A tak na marginesie – czy są takie przypadki, że wnuczek bywa oszukany „metodą na babcię”? Jeśli nie, albo za rzadko, to czy należy walczyć także w tym względzie o zasadę proporcjonalności?). Osoby które go nie popierają dziwią się, że ci drudzy wrzucają pieniądze do kapelusza bez sprawdzenia, czy nie jest dziurawy. Ot, taka to nasza, ludzka natura. Mimo wszystko cieszę się, że nie urodziłem się przed naszą erą (a co to znaczy „nasza era”?, dlaczego nasza?) w Sparcie. Może by ktoś ocenił, że nie będę wojem i zrzucił mnie ze skały. A wojowanie piórem czy słowem na sali wykładowej się nie liczy?
W warunkach luksusu ludzie stają się mniej etyczni
Mózg chętnie upraszcza złożoność otoczenia prostymi zdaniami, które jednak w większości są dużym skrzywieniem rzeczywistości. W ekonomii szermuje się powiedzeniem o magicznej formule „niewidzialnej ręki rynku”, która ma zastąpić pogłębioną analizę wpływu różnych zjawisk na procesy gospodarcze a także usprawiedliwieniem różnic w dochodach i konsumpcji. Jako szef rady nadzorczej dużego przedsiębiorstwa, w negocjacjach z załogą słyszałem w 1989 roku, że „żołądki mamy równe”, kiedy potrzebna była akceptacja związków zawodowych dla ustalenia płac zarządu. Argument, z pozoru racjonalny, staje się całkowicie bezsensowny, kiedy trzeba obmyśleć a dalej wdrożyć strategię rozwoju przedsiębiorstwa na konkurencyjnym rynku. Ponadto, żołądek, który ma u człowieka rozmiar zaciśniętej pięści, pojedynczy osobnik może rozciągnąć do wielkości wiadra. A zatem powiedzenie, że żołądki są równe, być może jest do obrony na porodówce, jednak w przedszkolu już może nie spełnić warunków testu T – studenta, jeśli dziecko napychało swoje jelita do granic mozliwości. Może coś lżejszego – przykład z dużą walizką. Podróżny, o taki, co by został od razu zrzucony ze skały w Sparcie, męczył się z walizką w przedziale pociągu. Wstał rosły kulturysta i położył walizkę na półce. Z uśmiechem pokazał na swoje muskuły i rzekł do drobnego myśliciela – „trzeba mieć tu a nie tylko tu” – przy drugim „tu”, palcem dotknął głowy. Po dwóch godzinach jazdy podróżny sięgnął ręką do hamulca w pociągu, ale nie mógł go zerwać. Wtedy pomocny okazał się kulturysta. Pociąg się zatrzymał, do przedziału przyszedł konduktor i zapytał, kto włączył hamulec? Po zapłaceniu mandatu przez kulturystę, myśliciel skromnie powiedział, że trzeba mieć tu a nie tu odwracając kolejność pokazywania. To pewnie dość karkołomne wprowadzenie do innego tematu, a mianowicie sprawy Epsteina. Szkoda czasu na ten węzeł. Byłbym za Aleksandrem – nie ma co się męczyć, tylko przeciąć to mieczem. Na wspomnianym teście jedno z pytań tego dotyczyło – w jakich warunkach, z niżej wymienionych, ludzie stają się mniej etyczni. Odpowiedź poprawna to „w warunkach luksusu”. Wszyscy studenci na to pytanie odpowiedzieli poprawnie. Sprawa Epsteina była już wałkowana w mediach. Teraz przed studentami sprawdzian inny – życiowy. Przed nimi całe zawodowe życie. Oby sobie poradzili wiedząc, jak dzielić się z innymi swoimi dochodami, zamiast ich wyzyskiwania, oszukiwania, mamienia. Inteligencja to także zdolność unikania pułapek, jakie zastawia na nas nasza szczodra natura. Przepraszam, że napisałem taki długi tekst. Pewnie powinienem urządzić biurko mniej luksusowo.

W pułapce natury ludzkiej
16 lutego 2026